Cześć jestem Dziewoy.

egoistyczny wróżbita racjonalista, samolubny, autopromocynie zakręcony psychotyczny hodowca kotów (chwlilowo bez trzody) pijący bardzo niewiele alkoholik, czerpiący korporacyjne profity alterglobalista, skarbnik kozienickiego oddziału partii Zielonych – wiceprzewodziczący związków zawodowych w Elektrociepłowni, amator pióra, użtkownik foto kamery, sportowiec na emeryturze, wiecznie wracający do kraju emigrant, niespełniony student, biznesmen pracujacy na kontrakcie, wyrachowany chłodny kochanek, incydentalny grzybiarz, rowerzysta z przymusu, biegacz z wyboru, zbieracz złomu i korzuchów z mleka, emocjonalny kaleka. osoba porannna, lubiąca „prawdziwą muzyke”. morderca pomysłów ratujących zycie.

Ostatnie wipsy Na osi Bloga

Chińczycy się nie pierdolą

Chińczycy się nie pierdolą

Zawsze uważałem, że lata tańca wiele mnie nauczyły, mimo tego, że są tacy uprawnieni, którzy mogą stwierdzić, że po prostu traciłem czas. Pragnę oznajmić, że uczyć się nie przestałem! Choć nie napierdalam już tak jak dawniej…

Ludzie piją.… Czytaj całość

Adwent adapter

Adwent adapter

Jedyną aktywnością zapisaną w notesie na dzień dzisiejszy było odwiedzenie marketu M1 w celach zakupowych. Miałem do kupienia jedną rzecz. Skromnie jak na cały dzień jeśli chodzi o działanie. Konsumpcja też nie za szeroka wziąwszy pod uwagę, że w sklepach mogłem spędzić tyle czasu, ile chciałem.… Czytaj całość

Spocony rok wyboru papieża

Spocony rok wyboru papieża

W szatni szafek jest bezlik. Są bliżej drzwi i te dalej, obok Strefy Relaksu. Szafki są wszędzie, od wejść do pryszniców i kibli aż po okna wychodzące na Witolda. Zaprawdę powiadam: wiele ich. Kiedy poszedłem pierwszy raz „zobaczyć jak to jest”, żeby się przebrać wybrałem rząd szafek zaraz pod ścianą przy wejściu.… Czytaj całość

Dwa bajty prądu

Dwa bajty prądu

Wiadomo: w sklepie z wędlinami są najlepsze ciasta. Potwierdza to Elmas z naprzeciwka. Miejsce dodatkowo polecone przez osobę godną zaufania. Jako że potrzebuję i chabaniny i na słodko, tam właśnie jestem codziennie. Szynki i baleronu kupuję detalicznie, na dzień dwa, żeby mieć świeże, ale mieć.… Czytaj całość

Americana pasteryzowana

Mała czarna pasteryzowana

Tak, pierwsza kawa zazwyczaj po godzinie czwartej ciemną nocą jeszcze, niby nad ranem to porównywalna rozkosz to pierwszego piwa na kacu. Gdzieś na peryferiach orgazmu – sama przyjemność. Jest gra wstępna: tak kawę trzeba zaparzyć, posłodzić, dodać mleka, jak i po piwo najczęściej należy iść (z wieczora nic nie zostaje), otworzyć, przelać do szklanki…

Po pierwszej kawie przychodzi pora na rozkoszowanie się jej magicznym działaniem: można położyć się znów, jest wcześnie, nie ma mowy o żadnym wychodzeniu, czując przypływ mocy, właściwe przebudzenie, otworzyć kompa, przejrzeć maile, wysłać jakieś cv, na Onecie zasięgnąć informacji, gdzie właśnie wybuchła wojna, gdzie bomba, czy tego właśnie dnia dziecko zadźgało nożem ojca, w obronie matki, czy ojciec, współdziałając z rodzicielką ukatrupił noworodka.… Czytaj całość