Potrzeba z czubka

Był okres dojmujących zachcianek. Niemożliwych jednak do zrealizowania. Z różnych przyczyn. Główną przyczyna niemożności zrealizowania zachcianek była zachcianek istota.

Wczoraj inaczej. To znaczy jakiś czas już temu minął okres dziwnych przemożnych zachcianek. Nie wiem, czy czas niespełnionych, a dolegliwych zachcianek minął dlatego, że obie, a co najmniej jedna z nich została spełniona. Zaspokojona. Może tak, a może czas dręczących a niemożliwych do spełnienia zachcianek minął, bo takie są kurwa prawa natury. Natury rzeczy. Prawa istoty czasu. Czasu.

Wczoraj obudziłem się i nie chciało mi się już ruchać ani spać. Wczoraj obudziłem się wolny od tych potrzeb z czubka mojej dotychczasowej tymczasowej piramidy. Za to ogarnęło mnie poczucie bezsensu. Konkretnie zostałem zaatakowany przykrą świadomością beznadziei dobowego rytmu. Dzień, noc. Dzień, noc. Dzień, noc. Dzień – noc. Noc – dzień. I tak w kółko. I tak na okrągło. Zawsze po nocy dzień. Zawsze z końcem dnia – noc. Położysz się wieczorem, wstaniesz rano dnia następnego. Wstaniesz z łóżka rano jednego konkretnego dnia, jest więcej niż pewne, że położysz się wieczorem i zaśniesz. Okoliczności mogą się zmienić. Scenografia może ulec zmianie. Inne mogą być łóżka. Inne pokoje. Inni ludzie. Można też założyć, ze raz czy dwa zdarzy się jakieś opóźnienie. Że jednego czy drugiego dnia położę się później, położę się po północy, czyli dnia następnego. Może się także zdarzyć, że nie położę się wcale! Taki wyjątek może się przydarzyć, taki wyjątek potwierdzi tylko przykrą regułę. Ogólnie jednak dzień – noc. Noc- dzień.

Szlachetne pobudki. Dobre intencje. Altruizm. Postawa łagodna. Chęć niesienia pomocy i uczestnictwa. Głębokie zrozumienie potrzeb. Ograniczenie potrzeb. Rezygnacja z chciejstwa. Pokora i radość ze współistnienia. To pożądane stany. To wskazane cechy. A tu przydarzyło mi się coś odwrotnego. I to wtedy, kiedy – jak niektórzy mówią – powinienem z podkulonym ogonem słuchać i patrzeć tylko, jak tu się dostosować, jak tu wdrożyć w rytm dnia innych, jak tu pomóc, jak tu posłuchać, wykonać polecenie.

A tu wstawał człowiek i myślał, jakby tu umoczyć. To nie udawało się. Z różnych przyczyn. Nie było gdzie umoczyć. Znaczy było gdzie. Ale nie było jak. Umoczenie na siłę w naszej kulturze nosi wdzięczną nazwę gwałtu. Gwałt jest karalny. Się ceni wolność i swobodę, nie wspominając już o młodej dziewczynie, to się za gwałt pierdzieć nie pójdzie. Chociaż chuć dojmująca. Chociaż ciurlać się chce bardziej niż jeść i pić. Się wstaje ze świtańcem w majtach. Się idzie myć ze wzwodem do pępka. Się siada do śniadania i przełyka pokarm z trudem, sperma bije na rozum i na ducha. Z różnych przyczyn nie rucha się. Nie będę wchodził w szczegóły, ale nie było jak. Byłem już w domu, była ona w tym samym domu, czasem się mniej dogadywaliśmy, czasem więcej, ogólnie oboje dążyliśmy do jakiegoś porozumienia – a jak można sobie wyobrazić większe porozumienie niż to, kiedy dwoje ludzi uprawia radosny dziki satysfakcjonujący sex? – jedna myśl u mnie, ta o ruchanku, kto wie jakie myśli u niej, ja wiem, u niej na pewno nie myśli o ruchanku, na pewno nie pierwszego dnia, na pewno nie drugiego, na pewno nie trzeciego i czwartego, i piątego, i szóstego, nic, nic z tych rzeczy, a u mnie toto rosło, ta chęć spuszczenia z kija, ta potrzeba ulżenia sobie, to już nie chodziło o seks, już nie o zbliżenie i pogodzenie miałem na myśli, już tylko fizjologia, już tylko upust tej przerażające żądzy był konieczny!

Jak już tak pół dnia łaziłem i polowałem wzrokiem na dupę cipę, w której mógłbym skończyć, tak druga połowa dnia to było już tylko marzenie o śnie… Już tylko rozłożyć łóżko i iść spać. Już zasnąć. Nie poruchałem, za to zmęczyłem się. Czym? Niczym konkretnym. Raczej niczym w ogóle. Nie pracą. Nie fizyczną, nie inną. Nie ciało miałem zmęczone. Nie umysł. cały byłem zmęczony. Byłem zmęczeniem sensu stricte. Samym zmęczeniem byłem już po południu i o niczym innym myśleć już nie mogłem. O ruchanku nawet już nie mogłem, nie chciałem myśleć. Tylko iść spać. Albo przynajmniej leżeć. na rozłożonym. Z możliwością odwrócenia się. Zamknięcia oczu. Zawieszenia jakichkolwiek interakcji.

Także z pierdoleniem różnie. Natomiast spać chodzę codziennie. Wczoraj nawet mnie to zmiesmaczyło, że codziennie. Ale dziś jest lepiej.Najważniejsze to spełniać swoje potrzeby. Wsłuchiwać się w nie i dbać o to, żeby zostały zaspokojone.

0Shares