Ze słoika po śmietanie

Blog

Ze słoika po śmietanie

Przyszedłem pół godziny wcześniej. Nie lubię się spóźniać. Była 10.30. już o ósmej miałem w tym samym budynku psychiatrę, piętro niżej. Wizyta u tej pani specjalistki przebiegła w miarę spokojnie. Po moim dzień dobry w trzech słowach powiedziałem o lekach i zaświadczeniu, dodając “proszę”, bez “bardzo, bez przesady. Za trzy minuty miałem to i to bez “do widzenia”, pani od chorób psychicznych spieszyła się do sądu, o czym nie poinformowała mnie, pacjenta, tylko wchodzących do gabinetu postaci nie w temacie.

Do godziny terapeutycznej pozostało mi jakoś jakieś trzy. Budynek ma dwa niskie piętra czyli jest trzypiętrowy, plus piwnica; nawet jakbym zaczął zwiedzać… Zresztą znam to miejsce. Nic ciekawego. Poszedłem więc kserować. Zawsze jest coś do kserowania. Punkt był jeszcze zamknięty, bo wybrałem ulubiony, najbliższy, bo w grodzie wszystko blisko.

Na przeciwko zamkniętego punktu jest Endomed, inna przychodnia, tam chciałem wyrwać wizytę u gastrologa. W miedzyczasie. Jakieś osiem lat nic mnie nie bolało w okolicach bebechów, najwyższy czas to zbadać, podejrzane,pomyślałem, tydzień wcześniej też pomyślałem (za często, za często), tym bardziej, że już w kwietniu komisja, przydało by się mieć papier, zaświadczenie, że brak wątroby, albo zapalona trzustka. A jak nic nie wyjdzie, to może i lepiej, niektórzy cenią moje zdrowie. Ja je mam. Termin na kwiecień 2022.

Ale pani poleciła mi jednostkę na Orląt Lwowskich, że może tam wcześniej, gdzie tego dnia nie chciałem już jechać, bez przesady, zapisałem się na płatną 160 PLN na grudzień z zastrzeżeniem, że jak kiedyś dotrę na Orląt, zadzwonię, odwołam. Ksero było już otwarte, więc kserowałem. Wszystko. Cycków i dupy nie kserowałem, wszystko inne tak, jak najbardziej. Pani jak zwykle pożegnała mnie- zapraszam ponownie.

Poszedłem do słonecznej, może po gazetę, a może tylko się odlać. Sikac mi się chciało bardziej niż czytać. Potem ta sama ulica Struga, wszystko w tym mieście grodzie jest blisko, po tytoń. Do terapii została jeszcze godzina. Na zapiekankę ma Moniuszki? Tak zrobiłem, ale byłem za wcześnie, zjadłem hot doga w Żabce, zanim się zrobił, trzech kupiło po 100 gram na kaca, ja nie, ja na terapię.
Chciałbym prowadzić życie jak ten marynarz: 8 miesięcy na morzu, dwa miesiące ostrego picia na lądzie, miesiąc w psychiatryku, żeby dojść do siebie w 30 dni, w grudniu, z rodziną, na święta.
Wróciłem na Reja…

Czekałem od pół do 11, siedziałem, miałem gazetę, telefon, ulotkę, nic… Czekałem. Słyszałem, że gada z jakaś kobietą, która jak to kobieta, chciała się wygadać. A zaczepiana, tym bardziej. Ja nie chciałem gadać, chciałem papier, a właściwie przekonanie, że jestem we właściwym miejscu.

Dzień dobry. – powiedział jak mnie z łaski zaprosiła 40 minut po czasie, jeśli można tak powiedzieć, że coś się stało po czasie… – dzień dobry, co u pana, w czym mogę panu służyć? Od razu wiedziałem, że coś nie tete. – No wie pani, jestem na dzisiaj umówiony, przyszedłem, jestem, byłem w szpitalu, mam oto ten papier, wypis, myślę, że powinna go pani mieć, zapoznać się, jako moja terapeutka. Wzięła, ale nawet nie rzuciła okiem, tylko w swoje papiery, wiedziała bestia o co chodzi.

– Ale ja panu żadnego papieru, nie mogę dać, rozumie pan, był pan – i zaczyna liczyć, przeglądać kwity, szukać, na tych dwóch kartkach, które powstały na przestrzeni dwóch lat… – no nie mogę. Mówi. To nie jest żadna terapia, ja jeszcze nie zdążyłam pana poznać, pan był dwa razy, a nie był pan: raz, dwa, trzy, cztery, pięć, dziesięć, no w ogóle pan nie przychodzi. – Prawda. Zdarzyło mi się nie przyjść. Ale chciałem. Odpowiedziałem spokojnie,jeszcze miałem dla niej jakieś pięć minut. Umawiałem się, znaczy chciałem przyjść. – To dlaczego pan nie przychodził. – Życie, mówię, tam czasem trzeba pójść, ten lub tamta zadzwoni, człowiek czasem nie ma śmiałości, wstyd, wie pani.

Patrzy w te papiery i już dzwoni po szefa, po pomoc, bo wie, że jeszcze raz, dwa ją zagadnę o to potwierdzenie braku. – Takie życie, zawsze coś mi wypadło, czasem jak miałem już ochotę możliwość, dzwoniłem, przepraszałem, przekładałem, odwoływałem, same dobre intencje.

– nie mogę panu wydać żadnego dokumentu, potwierdzenia, to nie była, nie jest żadna terapia. Dobrze, mówię, nie chce już papieru, mam dwa inne, wystarczy, po prostu ta pani z mopsu chciała też coś od pani… Może mi pani dać dokument, potwierdzenie, ile razy nie byłem, a chciałem, mi to wystarczy, i mojej pani z mopsu też. Żeby był jakiś kawałek papieru. Może być nie podpisany, powiem, że pani nie miała sumienia.- Nie mogę dać panu żadnego papieru.

– Nie chce żadnego papieru.Jak czekałem, żeby tu wejść, a trochę czekałem, byłem pół godziny przed, nie lubię się spóźniać, a wszedłem 40 minut po wyznaczonej godzinie, wtedy, żeby nie tracić czasu na myślenie, skorzystałem i umówiłem się już z panią na za tydzień, w razie sytuacji, kiedy pani niedajboże stwierdzi, że to nie ma sensu. Ona: to nie ma sensu, to nie jest, nie była nigdy żadna terapia. Pan musi iść do ośrodka zamkniętego. – jest to w planach, właśnie jak byłem teraz w szpitalu, jakby pani zerknęła na wypis, uczestniczyłem w terapii, wymyśliliśmy ośrodek zamknięty. Ona: gdzie? Ja z rękawa, Czarny Las, Orzysz, takie tam, telefony wykonane. I kiedy pan się tam wybiera? Jak wrócę że Stanów, mam od roku zaplanowaną matkę, właśnie lecę za tydzień dwa. I widzi pan, pan nie chce się leczyć, pan kręci, pan wybiera wycieczkę do matki, niż ośrodek. Tak, mówię, matka, rodzina, tam detox, tam się nie odważne nawalić…

Kręci pan, jest pan mistrzem manipulacji i mechanizmów obronnych. Tak mówią, mówię, moi koledzy, oni się znają, tak już mam. No i co ja mam z panem zrobić? Nie wiem, mówię, może zadecyduje pani za tydzień, jesteśmy już umówieni, zdążyłem się ustawić jak ponad godzinę czekałem, tu, na korytarzu, ani mi się nie chciało czytać, ani pisać, ani nawet myśleć… Nie dam, nie mogę dać panu żadnego papieru. Ja nie chcę już żadnego papieru, muszę iść, umówiłem się z panią, która czeka na papier stąd, na papier, którego od pani nie dostanę, a nie lubię się spóźniać, tym bardziej jak nie mam po co iść, to tu, blisko, jednak muszę już się tam powoli stawiać, mogę? Pan chyba lubi takie życie, pan je wybrał… Owszem, tak jest.

A wie pan, że to do niczego dobrego nie prowadzi, tylko upadek? Może tak być, może pani mieć rację, nie wiem tego, niech i tak będzie, muszę iść, nie lubię się spóźniać. Posmutniała jak nie terapeutka. Co ja mam z panem zrobić? Może obgadamy to za tydzień, już się umówiłem z sekretarką, jak czekałem, kiedy mnie pani wpuści. Dobrze. To dziękuję, jestem w środę. Proszę, do widzenia.

Pani w Głównej na mnie i na papier nie czekała, bo nie przyszła do pracy.

Cdn
Dziewoy

0Shares