Błogosławione zasady

Nie pracuję z kobietami. Takie zasadny. Nie będę się nad tematem rozwodził, nadmienię tylko, że kobiety ? owszem – pracują z mężczyznami. Mówiąc praca, mam na myśli personal care: kąpiel, zmiana pieluch, higiena intymna, ubieranie. Podobno były nadużycia?

Pracuję, jest środa. Akurat jest jedna dama, którą należy szybko doprowadzić do porządku. A nas trzech chłopa, Grieg, Alan i ja. I nic nie robimy. Jedna z opiekunek wbiegła do livingu i zaaferowanym głosem pełnym desperacji pyta, czy ktoś nie zaprowadziłby Kate do pokoju, bo ta ? umorusana, zmoczona, rozgogolona, w amoku – wymaga najpewniej natychmiastowej interwencji. Carerka obrzuciła następnie obszerne wnętrze powłóczystym spojrzeniem i znalazłszy tam tylko nas trzech: zrelaksowanych i dyskutujących o pogodzie i sporcie nie przemęczonych dżentelmenów – wyszła. Zaraz ktoś przez nią zawezwany wkroczył do akcji, pacjentkę wyłowił ze szpon chaosu i nieporządku i zabrał do pokoju, by zadać personal care i doprowadzić do ładu. My, faceci, dalej doznawaliśmy uroków nicnierobienia. Pochwaliłem wtedy na głos zasadę zakazu pracy mężczyzn z kobietami, powiedziałem głośno, jako komentarz do podobnej uwagi Alana ? ?bless roules?. Błogosławione zasadny; nigdy, ale to przenigdy podobna kwestia nie przeszła by mi przez gardło wcześniej, a ni w polskim, ani w żadnym innym języku, który znam, a znam aż dwa. Wzięło mnie to.

Przez jakieś dwadzieścia minut do pół godziny cieszyłaś się płytą Cd ode mnie. Otóż wyobraź sobie: jestem na zakupach dla Unitu Delphwood Dorset w Poole i już na początku, przemierzając pierwsze metry sześcienne kubatury wielkiej Asdy w tamtych okolicach natknąłem się na kosz pełen płyt. Pogrzebałem machinalnie i zorientowałem się, że jest pewna różnorodność, nawet tania duża różnorodność. Płyty z muzyką. Góra muzy. Kosz krążków. Podczas tego rzutu okiem zagłębiłem rękę. Moja tajwańska towarzyszka sklepowych wojaży rozczytywała listę zakupów, ja grzebałem w koszu. Podczas jednego z grzebnięć w ręku została mi płyta Duffy ? odwróciłem ją, tytuły w większości nie mówiły mi nic, jeden dwa mówiły, że to jedna z pierwszych jej płyt, ale już z tych głośnych, może ta najgłośniejsza, a może składanka, dwa trzy przeboje, w tym mersie, srersi. Dla Si! ? pomyślałem. Nie wiele myśląc wrzuciłem płytę do koszyka w którym później już lądowały tylko produkty dla unitu. I myślałem o niej dużo. I o tobie oczywiście. Czy Ci się spodoba. Jaki masz stosunek do Duffy. (osobiście ja z Duffy jeszcze nie miałem) Czy lubisz, co myślisz, czy zaakceptujesz? Wiedziałem, że sama idea prezentu, sama płyta jako podarunek, że sam gest bardzo ci się spodoba. I to mnie cieszyło. I to było dobre. Ale może wybrać co innego? Bardziej godnego? Czy nie za szybko, czy nie za na ?odwal się?? Gest ładny, ale czy jest sens? A jak nie lubisz baby i okaże się, że nie dość że nie znam twoich gustów to jeszcze ich nie wyczuwam nawet i kupuje barachło nic nie warte? Wystraszyłem się, że wyjdę na idiotę ? codzienność. Ale jeszcze nie zrezygnowałem. Jeszcze cieszyłem się cieniami uniesień wspólnych i domniemanych interakcji. A może wrócić do kosza i pogrzebać gruntowniej? Może znajdę na prawdę jaką perłę wartościową przebojową dla Ciebie?

Mocno się cieszyłem z tej płyty i na Twoją radość. Całe pół godziny bez mała się cieszyłem. Tak się cieszyłem, że aż się zacząłem martwić i zastanawiać, czy czasem nie oddać. Z różnych względów, uwierz, wątpliwości rodziły się z każdym centymetrem kilometrów pokonywanych w supersamie. Nie będę ich teraz przywoływał, nadmienię jedynie, że jedną z ważniejszych była ta, że poza niewątpliwymi walorami wokalnymi, Duffy to postać o statusie gwiazdy tymczasowej, sezonowej, przemijającej, a przecież my, co ja mówię my, ja się nie znam, ty się znasz, przecież Ty ? masz płyty, słuchasz, zbierasz, gromadzisz, mówisz o nich i lubisz raczej tych ?większych?, ponadczasowych, ?coś? znaczących w muzyce w ogóle, cenisz sobie zjawiska, przełomy, megagiazdy, więc co Duffy? Duffy powędrowała na pobocze, dosłownie, na brzeg taśmy po której sunęły spożywcze sprawunki dla Ceedersów. Nie bez znaczenia był też oczywiście czynnik finansowy. Płyta kosztowała całe pięć funtów. Litr paliwa albo dwa bilety autobusowe tudzież paczka szlug a też dwa piwa: nie prowadzę, nie jeżdżę komunikacją miejską, nie palę i nie pije ? dlaczego nie kupiłem? na co zaoszczędziłem? Sknera. Kupiłem paczkę gum i ? jakby dla zmazania win ? wytłumaczyłem się kasjerce, że oto zdecydowałem się na płytę, a potem zdecydowałem się jej nie kupować. Wiec tylko gumy. Gumy ? powiedziała.

0Shares