W balona

Wybrałem się na tą przejażdżkę rowerową. Mimo niechęci szczerej. Mimo miłej konwersacji na linie. Chciałem żeby ta gadka trwała wiecznie i skończyła się dzień później: małżeństwem. Mimo że (czuje? Czuje?) czułem wpływ pigułek. Mimo, że pierwszy dzień całkowitej abstynencji. Jechałem z nadzieją, że pójdzie dobrze. Jakieś prochy biorę takie, co bym sobie za wiele nie wyobrażał. Coś mi tam hamują, znaczy otępiają. Inne uspokajają. Uspokajacze zdublowałem relanium. Jestem niby w wniebowzięty, a jednak jestem daleko kurwesko od nieba. Pojechałem gdzie? Do Sabatu. Ale nie nie nie, nie było żadnego piwa w planie. Jechałem i parę razy jakieś obelgi z samochodów słyszałem. Kompletny kurwa mać brak kultury jazdy. Że rowerzystów polscy kierowcy nie kochają, to wiem. Mówili o tym oficjalnie na tym kursie prawa jazdy, co go olałem, bo mnie Sia pognała z miasta.
Pojechałem do baru, paru gości zaśmiało się z mojego roweru. Jeszcze bardziej rozśmieszyła ich moja trzeźwość. Co się będę tłumaczył. Powiedziałem, żeby pili moje zdrowie bo teraz cholernie potrzebuje. Kilku nie zrozumiało.
Wracałem i przed przejazdem kolejowym znowu jakiś chuj przez okno rozpędzonego auta krzyknął w moim kierunku parę kurew. Zjeżdżałem szybko z górki więc nie pokazałem mu nawet fakalca ? bałem się, niestabilny byłem. Na przejeździe kolejowym było cicho. Szlabany otwarte, że sobota, mały ruch. Wjechałem na tory bez krępacji i gdzieś po drugiej stronie torowiska zobaczyłem pociąg. Był. Blisko. Był naprawdę blisko. Powiem wam szczerze, był za blisko, żebym mógł coś zrobić.
Więc nie zrobiłem nic. W końcu pierwszy raz wpadałem pod pociąg. ?wycieczka? warta sprawy. Co zobaczyłem przed zderzeniem nas dwóch, to kolor. On miał żółty kolor. Jak byłem ?od święta? w jasnej beżowej koszuli w paseczki z krótkimi rękawami. Dostałem ją od Si. Tej co mnie pogoniła z miasta. Dobrze będzie wpaść pod pociąg właśnie w tej koszuli, a nie jakiejś zwykłej koszulinie z logo Pink Lloyd czy Ramones?. Był to więc pociąg osobowy, żółty kolor na to wskazywał oraz siła, nie znów taka kolejowa. Pchnął mnie, pieprznął, podbił z roweru, poniósł kawałek na przednim zderzaku. Przywarłem do niego mocno, tak mocno, że odkleiłem się dopiero w Pionkach. Tam przerażony konduktor opatrzywszy niegroźne rany zaproponował darmową podróż powrotną tymi samymi liniami. Uprzejmie odmówiłem, i grzecznie poinformowałem go, że jeśli już jestem tu, to chętnie pojadę dalej. Na przykład do Iłży.
Na miejscu, po zamkiem byłem trochę roztargniony ? w końcu pierdolnął przez przed półgodziną kaban. Nie zauważyłem więc od razu, że zamki, a raczej ruiny zamków, a raczej ruiny jednego, a drugi w całej okazałości i pompie ? były dwa.
Na gruzach tego rozsypanego byłem już nie raz. Uprawialiśmy tam dzikie orgie w czasach szkól średnich, których nikt później nie kończył, bo zaczął się kryzys i wszyscy zaczęliśmy pić i kontestować tak zwaną rzeczywistość. Natomiast balon tego drugiego, zamku jaki stał tu setki lat temu, z wieżami, basztami, murami a na nich flankami widziałem po raz pierwszy. Tam więc skierowałem swe kroki zastanawiając się, czym uzasadnić szczerą chęć odwiedzin tego cudu tandety oraz wesołego smutku. Jak wejść? Ochraniarzy dwóch, w tym jeden najwyraźniej stawiony. Z trzeźwymi nie gadam, więc bez żadnych wątpliwości udałem do bramki mojego człowieka. ?dzień dobry? ?dzień dobry mistrzu? ?chciałbym wejść i połazić po tej gumie, da radę??, ?trzeba by mieć bilecik, dwadzieścia złotych od osoby. Dzieci po dychu, ale pan mi raczej wygląda na tego bliżej końca, niż początku, bez obrazy, więc dwadzieścia?. ?człowieku, przed chwilą wpadłem w Radomiu po pociąg, przeżyłem, chce wejść do tego nowego zamku, w starym byłem kilka razy?.?. ? i jak było?? ? git, w starym zawsze było git, nie, choć omotani raz była lipa, tak, wielka lipa?. ?masz dwie dychy??. ?jakbym miał, patrzyłbym teraz z pobliskiego wzgórza na te wasze cuda i sączył cytrynówkę paląc chesterfieldy?. ?wie pan co, ja skądś pana znam?. ?pracuje w gazecie, Jarek Litwin, może stąd??. ?nie wiem, mało czytam, może moja stara, ona czyta te pisma?. ?To co, wpuścisz, na godzinkę?. ?a wpuszczę. Kolejka się uzbierała a my tu gadamy. Właź pan, tylko grzecznie tam. Dzieci są.?? Dobry z Ciebie człowiek? ?może coś kiedyś o Tobie napisze, jak masz na imię? ? ?Zygmunt, Zygmunt Skowronek?
Wszedłem i za jakieś pięć minut ten balon w kształcie zamku odleciał i poszybował w ciemną noc. Teraz już na prawdę Nnie wiedziałem, gdzie dojadę tym swoim rowerem. I czy mam kontrole.

0Shares