W bucie pomidrowa

I jeszcze jak walczę z pomidorem, a oszczędzam jego zielone dolne części czpiona. Według Ciebie działam karygodnie. I jeszcze jak nie dolewam wody do herbaty, ale to nie tylko Ty. Co też przestępstwo. I jak zasypiam za wcześnie, widzę Cię, ale już krótko, szybko, w przelocie, z boku na bok, mignięciem. Za co karcony, a nawet wyśmiewany bywałem. I jeszcze jak nie chcesz mojej piłki w TV, i ja to rozumiem, czuje, i zmieniam kanał, bo wolę cokolwiek z Tobą, nie sam. Nie taki ze mnie znowu cham?.
Jak ordynujesz kąpiele. Jak się śmiejesz, kiedy rozśmieszam, ale nie wiele. Jak ścielałem nie równo i jak pisałem za rano. O, za rano w o gole wstawałem. I podbudzałem.
Skuter jedzie. Ile to było małych planów, żeby kupić te prykawke. Raz że nie droga, dwa – można bez prawa jazdy jeździć i ćwiczyć do prawa jazy. Jak widzę samochód, widzę moje kursy. Chodziłem na nie kiedy Ty w łikend robiłaś co innego, na szczęście to nie były długie godziny i już po południu byłem znów z Tobą. Auta przypominają mi jazdy, te trzy dwugodzinne po Warszawie, podczas każdej przejeżdżałem koło Twojej pracy, bo od Arkadii, przez tą niczego sobie trasę, od strony Konwiktorskiej, Miodową podjechać pod metro Arsenal. Jak widzę idącego człowieka, to widzę idącego człowieka. Ciekawy albo nie, kim idący jest, widzę idącego człowieka i nic więcej. Żadnych skojarzeń. W chuj jest idących ludzi. Samochodów na nieszczęście też nie mało. Ale idą najlepszy. Okres jak wspomniałaś ostatnio jakieś kiełbasy, jakieś zatwardzenia na środkowej, jakiś sraczki i fazy głodu wszetecznego, który zabijałem tonami słoików i puszek i torebek i gotowanych nieustannie zup. Także teraz jeść nawet trochę głupio. Raz że samemu, dwa nie te konteksty, brak towarzystwa.
Nic innego nie robię jak tylko rozpamiętuje, a Ty mówisz żebym nie rozpamiętywał. Ja wiem, żem już trup w Twoich oczach. Wiec że z żywymi do przodu trzeba iść. Ale póki jeszcze dycham i też jakoś się wlekę tam oj na horyzont, to wspominać mogę. Tak całkiem zapomnieć o tym, co było?.?
I jeszcze butelki buteleczki kubeczki puzdereczka flaszki pudełka tubki w łazience, na wannie, na umywalce i tylko dla mnie jakaś mikro część tej filigranowej łazienki ? to już był znak, dyskryminacja, ostrzeżenie – jesteś tu tylko do czas! Czerwona herbata zielona herbata normalna herbata nienormalna herbata saga ? się podpijało. Dużo więcej herbat, niż wszystkiego innego. Soki traciły swe neutralne zdrowotne właściwości stojąc w lodówce miesiącami, fermentowały to i mogłem przez przypadek się ?zaszczepić?.
I że ziemniaki niby należy zostawić na ogniu po ugotowaniu ich i odlaniu wody, żeby odparowały (cokolwiek znaczy ?odparowały?). I kiedy cebulę kroić w prążki, a kiedy w kostkę (oj, były kontrowersje!) były spory, czy parówki można jeść tylko rano (ja) czy przez cały okrągły boży dzień (Ty). I że oliwę należy trzymać w lodowce (TY) czy można w zacienionej szafce (ja). Tyle fundamentalnych różnic. Ale tyle też wspomnień pokonywania tych fortec odmienności.
Jeszcze to czyszczenie okularów przeciwsłonecznych flanelą, specjalną. Nie jak ja, koszulową. Włosy w nosie i uszach. I jeszcze ja w kuchni wkładam układam umyte gary by schły, nie tam zupełnie, gdzie należy. A w przedpokoiku butów za dużo chodzi po podłodze i często układają się w stosy. Ale nie, Twoje mogą latać po wykładzinie dywanowo. Moje nie. Na wieszakach zbyt dużo moich tekstyliów, ale jeśli wisi dwa miesiące twoja waląca wsią i śmiercią mola skóra, to nie ma problemu. Drzwi zamykam tylko na jeden zamek, o jeden za mało. Na komputer czekam aż się po awarii uruchomi po 30 sec co jest niestosowne i niedopuszczalne. Niepotrzebne. W dni chłodnie ubieram się za zimno, w cieple mam pretensje, że zakładasz za kuse kiecki. Przed kim się teraz wygłupiać i robić miny? tańczyć i idiotyczne kroki stawiać? I że się piętrzył ten stos gazet kartek folderów i reklam, które mi niezbędne bo mam zamiar ich nigdy z przyjemnością nie użyć, Ty w szał wpadasz. W za dużych garnkach zupy warze. Ciebie rano oglądać jak widzisz się w lustrze i z przerażeniem konstatujesz, ze przybyło Ci dwa deko wagi i wyglądasz jak bela. Po czym dostajesz histerii. Do tego też tęsknie.

0Shares