Zestawienie

I było bardziej już stabilnie, ale słabo, nudę się topiło w kolejnych dziesiątkach nie chcących się mieścić browarów. I było ciężko, bo wbrew pozorom i powszechnej opinii,to nie sam alkohol kusi najbardziej. W niektórych, także pewnie nieuleczalnychi niczym nie usprawiedliwionych przypadkach ? miejsce. Gdyby nie miejsce, w dziewięćdziesięciu procentach przepadków nie wyszedł bym z nory. Sytuacje kiedypiję się byle gdzie zdarzają się bardzo rzadko. Poranne zejście alkoholowe wymuszające klina, a w przypadku alkoholika amatora, jak ja ? trzęsiawka, podczas której należy szybko szybko szybko walnąć swoją pierwszą stabilizującą porcje alkoholu, takie trzęsianki zdarzają się rzadko, choć zdarzają się.
Więc pogodzony z losem banity odpuściłem ze wszystkim. Nie piłem jakimiś szczególnymi ciągami,nie miałem też jakichś dłuższych okresów trzeźwości. Ot, rozlałem się. Racjonalna ocena sytuacji nie przyniosła nic poza wielkim rozczarowaniem. Stąd już krok do fatalizmu. Co jest dalej nie wie nikt, bo stamtąd się nie wraca. Jako że była już partnerka usadowiła się wygodnie w swoim singlowskim życiu, i ja straciłem nadzieję na zakręcenie raz jeszcze kołem tej fortuny. Zresztą przez wrodzoną skromność – której nie należy, a czasem się zdarza, mylić z jakąś formą niedołectwa czy innej patologicznej jednostki chorobowej – poddałem te partie. Nie będę się narzucał ze swoją bliską ideału, ale jednak tylko bliską, postacią. Oczywiście z nadzieją na rewanż. Czasem, jak jest dobrze, zdaje się?że jest i będzie dobrze. Czasem mi się jeszcze wydaję, śnie po nocach, że oto znowu gram, że znowu się liczę w stawce; mary to i ułudy, marzenia i fantasmagorie. Osobliwe, owszem, bo w wyniku kwitnącej jeszcze przed chwilą gorącej miłości. Wszystko to się psuje, nie klei. Nie czuje już żalu, bo rozumiem. Nie mogę jednak zrozumieć z drugiej strony takiego zaparcia, takiej konsekwencji, chłodu i obcości, takiego śmiertelnie poważnego podejścia, kiedy chodzi aż i tylko o miłość. My młodzi jeszcze, nie tak powinno być?Powinniśmy kochać żarliwie i tańczyć w zachwycie, przestawać kochać i drygać z innymi, o przeszłości zapominać. My trwamy w pacie. Kwestia temperamentu czy temperatury miłości?Jak mawiali bohaterowie pewnej ksiązki otych sprawach a i o innych, nie widzę żadnego innego powodu, dla którego miałbym umrzeć, poza miłością. Się umrze w samotności?
I znów się narażę na zarzut, iż mówię jedno, a pisze zupełnie co innego i jak to ma być podsumowanie, to to ma być rzetelne podsumowanie, a nie jakieś słowne wycieczkiw światy fabularne. Jednak musze to napisać, chociaż ciężko by mi było to powiedzieć. Po pierwsze, to życie, to czasem leprze, czasem od życia gorsze, tragiczniejsze; po drugie: Miłość niegdysiejsza, ta jeżdżąca na rowerach, szukającasię w ciekawych zakątkach stolicy, a też w sklepach i na klatach schodowych, ta co się z porannym słońcem zakradała do mieszkania, ta, która mieszkała we wspólnych sprawach i nawet ta, która kazała się kłócić na śmierć i życie, miłość o sile artylerii i destrukcyjnych pomysłach Nerona, miłość biorąca za zakładników rodzinę, przodków oraz zasady wychowania i dobrego smaku, ta miłość to co innego, niż to, co trawa.
Obie równe.
Tamta miłość była pewna Się, spokojna o swą demiurgiczną moc; tamta miłość rozdawała karty, gnała ślepo pozostawiając jedynie erotyczne porządnie zapach budzących dreszcze perfum albo kształt słupa talerzy w zlewie. Tamtamiłość nie potrzebowała ludzi. Tamta miłość nie potrzebowała nawet pary. Ta mtamiłość żywiła się sama sobą i gdybym w porę nie uświadomił sobie, że gotowajest pożreć samą siebie i opluć ten świat by się rozpadł w kawałki, gdybym wporę nie spostrzegł, że demon uczucia rujnuje zmysły kochanków, gdybym nie zajarzył i w porę nie zaczął głaskać po włosach, szeptać do ucha a też hodować siebie nową istotę gotową na jeszcze więcej miłości, poleglibyśmy już wcześnie.Potwór którego stworzyłem aby kochać Ciebie nie zna litości ani żadnych ludzkich zaklęć. Lekceważy odległości i znudzenia, zdrady i odejścia.
Zostały dni przydługie spędzane na krześle w pokoju od klatek; z widokiem na bloki i bezsensowną przyszłość. Pisanie? Po jakimś czasie przyjmowania silnych leków i picia mimo to, a może właśnie dlatego ? zaczęła mi dolegać pewna przykra przypadłość, otóż z początkiem listopada przestałem trafiać w odpowiednie przyciski na klawiaturze. Mimo wyjątkowego skupienia, pochylenia nad tematem, mimo oczy szeroko otwartych, źle trafiałem. Nawet patrząc na swoją opadającą na klawiaturę dłoń i widząc nieuchronność klęski, chybieniea jakiegoś ?Ł? czy ?Z? ? nie mogłem nic na to poradzić. Mózg nie wiedział już gdzie stukać, ręka? cóż może sama ręka. Pisanie staje się wiec niemożliwie i nie zostanie już nic.
Właśnie zauważyłem, że podobnie mam tak z cyferkami, jak z literkami. Zauważyłem też, że przechodzi. Klepanie w klawikord uszlachetnia ale też leczy.
Im więcej piję tym mniej piję i bardziej doceniam trzeźwość swoją. I staje się Mizantropem. Bo inni trzeźwi zachowują się jak pijani, a pijani… szkoda gadać.

0Shares