Ile łikendów, tylu papieży

Co piątek, łikend

Pierwszy łikend wakacji? Przyznam, nie pamiętam. Jednak pewnie Rajec. Potem dwa tygodnie we Włoszech. Tydzień temu łikend w Rejowie, u mnie. Dziś jadą do Kazimierza nie górnego, albo do Krakowa, w zasadzie jest im wszystko jedno.  Czy zobaczą papieża czy Grażynę Torbicką, nie robi różnicy. Byle pojechać. Być wśród rzeszy innych ludzi. Dobrze, jak obcych, jak znajomych, jeszcze lepiej.

Tak dziewczyny spędzają wakacyjne (i nie tylko, nie tylko) łikendy. Mnie jawi się to jako lekka przesada. Ja jestem inny! Nie można w jeden łikend posiedzieć na dupie? W domu, przejść się, położyć, obejrzeć, pogadać? Trzeba jechać?

Przymus jechania jest mi obcy. Jak kiedyś jeździłem, bo musiałem, tak teraz, jak nie muszę, nie jeżdżę. To znaczy zdroworozsądkowo zaplanowałem sobie trzy wyjazdy w te wakacje. Co by nie skisnąć. Na jeden się nie załapałem. Problemy zdrowotne, czyli zwariowałem.

Ale jeden mam już za sobą. Za dwa tygodnie drugi. Tyle powinno mi wystarczyć. Tyle mi wystarcza jeśli o tym pomyślę.

Jest kwestia pokoju dzieci. Pokój dziecięcy jest mały i ciepły. Dzieci tam śpią, a czasem też bawią się. Mają czym. Dzieciom od lat się kupuje. Mają nakupowane. Wszystkiego. Praktycznie, co chcą, mają. Nie tak jak my, dorośli. Ja chcę wydać książkę, mieć na zimę kurtkę amerykańskiego lotnika albo francuski prochowiec na porę jesienną, fajne letnie gładkie podkoszulki no logo i dobrych trampek pary dwie, a nie mam.

Dzieci mają. I mają w swoim pokoju bałagan. Często go robią. Robią go tak samo często, jak często ona tam sprząta. Ja tam nie sprzątam, bo nie dostrzegam sensu. Właśnie dlatego, że pokój posprzątany w ciągu paru minut zamienia się w miejsce Armagedon przypominające. Zaiste wielka jest wprawa dziecięca w robieniu bałaganu. Wszędzie, ale w pokoju dziecięcym największa.

Mam postulat. Sprzątać tam z grubsza, znaczy tysiące zabawek z podłogi łóżek ścian i sufitu tylko raz w tygodniu. Raz w miesiącu robić porządek właściwy, odkurzać, myć podłogę, zmieniać pościel. Raz pół roku wyjebać kilka pudeł zabawek, które są główną przyczyną nieporządku. Poza papierkami, kawałkami plastiku, włóczkami, wełnami, kamieniami, muszlami, zielskiem, śmieciami organicznymi, różnymi foliami i materiałami ludzkości jeszcze nie znanymi.

Jak się raz na pół roku z pokoju dzieci wyjebie tonę zabawek, jest jaśniej. Jest spokojniej. I teraz tak, Ala ma ponad osiem już lat, Natka niedługo pięć. W miarę pozbywania się zabawek, na półkach w pokoju dziecięcym misie, laki, karty i żeremie bobrów powinny powoli zastępować książki. Jak dzieci będą rosnąć, zaczną po te książki sięgać.

Widzę potrzebę rozpoczęcia tego procesu już teraz. Będę apelował.

 

0Shares