Efekt maski

Efekt maski

Jeden numer telefonu pisze do mnie z zadaniami. Kup to, odbierz tamto. Idź tam i umów, weź to i zanieś tam. Ostatnio dostałem wiadomość, żeby zakupić fluid do twarzy, do wyboru: Aa lirene, bourjois, rimmel, bielenda, do cery suchej, trójka czy jakoś tak, rozświetlający. Dobrze się złożyło, bo byłem akurat w M1 – specjalnie do jakiegoś Rossmanna czy innego kosmetycznego bym nie wlazł. W M1 fajnie jest: swojsko – były czasy, kiedy na wygnaniu na Świętokrzyskiej zabijałem nudę. Jednym z pocisków było niekiedy wyjcie do Centrum Handlowego. Jeśli ładna pogoda – spacer częściowo wzdłuż południowej obwodnicy Radomia, ścieżką wciśniętą miedzy ekrany minimalizujące hałas, a degrengoladą Młodzianowa. Jeśli padało lub mróz – autobus 21. Ten jeździ nieczęsto. W sferę wyjścia do galerii wchodził więc okres wyczekiwania w domu, potem na przystanku na autobus, potem spacer do i w samym sklepie. Jakieś dwie godziny z życia zagospodarowane.

Jak doszedłem już na Grzecznarowskiego i zabiłem te kilkanaście minut, odwiedzałem Suwaczek, gdzie łatałem jakieś spodnie, trafikę, gdzie zawsze gazety, Macdonaldsa – tam pozwalałem sobie na drobną przekąskę, odmiana od przaśnej własnej kuchni była zarazem odrobiną luksusu. Później z koszykiem na sklep i tam różne pierdoły mniej lub bardziej niezbędne, taniej niż w sklepach osiedlowych, a czas leci, bo o to chodzi. Media Markt żeby oglądać rzeczy całkiem niepotrzebne a kosztowne. Czasem Empik nie w celach konsumpcyjnych, tylko żeby nie było, że nie interesują mnie nowości.

Tym razem było podobnie a o tym fluidzie bym zapomniał, mój mózg posiada niesamowitą zdolność wymazywania ze swojej pamięci zadań finansowo rujnujących a też nie niezbędnych, czyli większość ogromną. Jednak posiadacz numeru, który wysyła zadania, posiada intuicje. Stoi ona w zasadniczej sprzeczności z moim zapominalstwem, można powiedzieć – moja niepamięć i intuicja posiadacza numeru przysyłającego zadnia zwalczają się nawzajem. Kto wygra, zależy od timingu. Jeśli esemes przyjdzie za późno, zadanie niewykonane, niepamięć wygrała. Jeśli na ekranie rozbłyśnie przypomnieniem w czasie, kiedy działam, imperatyw jakiś każe zadanie wykonać.

Teraz kręciłem się między czarną herbatą a żurkiem w butelce. Fluid przypomniał o sobie, kiedy znajdowałem się dwie alejki od całej tej kosmetologii. Cóż było robić? Poszedłem na szampony, kremy, żele, pasty i owe fluidy.

Wiadomość na telefonie była krótka. Nie wiedziałem więc, jaki kontekst miał  mieć zakup. A dowiedziałem się zaraz , że dla jednego numeru priorytetem będzie trwałość, dla innego siła krycia, a jeszcze inny dziewięcio-cyfrowy numer piszący zadania za dobry podkład uzna taki, który jest całkowicie niewidoczny i nieodczuwalny na skórze. No i jeszcze jedna sprawa – ceny… Czy dobry podkład jest kosmetykiem, w który warto zainwestować? Czy wcale nie musi być drogi i pochodzić z najnowszej kolekcji ulubionej (której?!) marki?

Zasadziłem się na kosmetykach, ogarnął mnie nieporządek w chaosie więc zaraz zwróciłem do jednej niewiasty układającej toaletowy papier na regale. Pokazałem na ekranie wskazówki do zakupu i… zaczęło się.  Dostawałem do wyboru najpierw produkty firm z listy, ale albo stopień krycia się nie zgadzał, albo nie było odpowiedniego rozświetlenia, albo nie był to kosmetyk do skóry suchej, ale innej, może wręcz przeciwnie.

Pani proponował mi wiec alternatywy, a ja z telefonem w ręku, z wiadomością przed oczami, słysząc zachęty sprzedawczyni dojrzewałem do decyzji. Usłyszałem, że proponowany właśnie fluid występuje w dwóch wersjach – dla cery tłustej i mieszanej oraz normalnej i suchej. Obie opcje są beztłuszczowe i niekomedogenne, czyli nie zatykają porów. Dodatkowo w składzie mają wyciągi z  lilii, orchidei oraz jedwabiu, które poprawiają kondycję skóry. Duży plus za szeroką paletę kolorystyczną. To mnie prawie przekonało, tym bardziej że cena nie wygórowana, jednak pani brnęła dalej.

Następne mazidło  – jak usłyszałem – uchodzi za prawdziwy klasyk. U nas także nie brakuje jego zwolenniczek. To kosmetyk w formie lekkiego musu, który tworzy na skórze delikatną satynową powłoczkę. Nadaje się do wszystkich rodzajów skóry, ale najlepiej sprawdza się do makijażu matującego. Byłem przekonany, wiec powiedziałem pani, że nie chce jej więcej zawracać głowy, biorę, a ona niech wraca na srajtaśmę. Ale młoda dziewczyna – widać zaangażowała się – bo stwierdziła, że i tak jest w pracy, i tak, więc chętnie mi dalej będzie pomagać.

Kolejna butla wyglądała z zewnątrz jak klasyczny puder w kamieniu, ale po otwarciu opakowania widoczny był jedynie niewielki otwór. Po naciśnięciu go –  dowiedziałem się – otrzymujemy odpowiednią ilość podkładu; dołączona do opakowania gąbka i lusterko pozwalają na nałożenie lub poprawienie makijażu w każdym miejscu.

Chciałem uciekać na karmę dla domowych. Jednak jeszcze nie dane mi było…

Nowa wersja innego za to podkładu ma za zadanie nie tylko ujednolicić cerę, ale też nawilżyć ją i odżywić. To zadanie dla zawartych w nim witamin E i B. Świetnie odbija światło (więc jednak jest rozświetlający!, tylko czy „trójka”?), bo zawiera w swojej formule przezroczyste cząsteczki miki. To, w połączeniu ze zmniejszoną ilością kolorowych, pudrowych cząsteczek, daje efekt krycia, ale bez efektu maski.

Kupiłem. Zawiadomiłem esemesem o zakupie fluidu.. Poszedłem kupić mokre dla kota, ale coś mnie tknęło: taki wybór tych karm i dla kotowatych i dla psów, że wziąłem ze średniej półki kilka dla Rycha i dwie saszetki psiej dla tego samego kota. Mimo że właśnie zjadł, kiedy kroję mięso kot zawsze żebrze o więcej, chyba jest więc głodny czas cały. Jak ja jestem bardzo głodny, jest mi raczej wszystko jedno, czy makaron ze szpinakiem, czy wołowe przysmażone. Kupiłem więc kotu psią karmę i byłem sobą zachwycony jak nigdy.

Jeszcze szukałem jednego rodzaju cukierków na tonach słodyczy i macałem w ręku flaszkę fluidu niepewny, czy dobrze wybrałem. W tym roztargnieniu nawet nie zauważyłem, kiedy pazurami trzęsących się palców zerwałem z pojemnika słabo naklejony pasek  – alarm. Wsadziłem toto bezmyślnie do kieszeni i szukałem dalej Michałków odpowiednich. Zakupiwszy wszystko, przy kasie, kiedy już zapłaciłem, zacząłem pikać. Podszedł ochroniarz i już myślałem, że jako potencjalny złodziej na początek dostanę w maskę. Jednak po krótkim przeszukaniu wykazałem, że nic nie mam, ot, nieporozumienie, głupia sprawa. Zaraz otrzymałem na telefon wiadomość zwrotną o treści ZUCH.

A kot w domu zjadł mokre dla psów i chociaż bardzo się starał, nie zaszczekał.

9Shares